Aktualności

Mísia – Our Chopin Affair

środa, 10 marca 2010
Przyzwyczailiśmy już się do zestawienia Chopin i jazz, ale fado – tego jeszcze nie było. Taki nowatorski projekt – Our Chopin Affair – przygotowuje słynna portugalska pieśniarka Mísia.
Chętnie porównuje się ją do legendarnej śpiewaczki fado – Amálii Rodrigues. W jej żyłach płynie portugalska i katalońska krew, mieszka w Paryżu, śpiewa w wielu różnych językach. Oryginalnie brzmiące imię wzięła od Misi Godebskiej, polsko-francuskiej protektorki artystów, córki malarza Cypriana Godebskiego. Susana Maria Alfonso de Aguiar, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Mísi, urodziła się w Porto, dojrzewała w hiszpańskich metropoliach pod okiem matki Katalonki, artystki kabaretowej. Być może właśnie to, że wyrastała z dala od kręgów ortodoksyjnie traktujących fado sprawiło, że jest otwarta na różne gatunki muzyczne, sięga po popowe i jazzowe covery, a teraz, z inspiracji organizatorów Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego, również po pieśni Fryderyka Chopina w 200. rocznicę jego urodzin.

Piotr Iwicki: Każdorazowe Twoje przybycie do Polski budzi wiele pozytywnych emocji.
Mísia: Pozwól, że odwołam się do pewnej impresji, którą ciągle mam przed oczami – tak głęboko zapadła mi w serce. Nigdy byś nie zgadł, ale to słoneczniki. Całe mnóstwo słoneczników na scenie w czasie mojego pierwszego koncertu w Polsce. Urzekła mnie też spontaniczność widowni, z którą udało mi się nawiązać bardzo dobry kontakt.

W czym upatrujesz ciągle rosnącej popularności fado na całym świecie?
Muzyczny biznes, podobnie jak życie, gna bez wytchnienia, a ludzie potrzebują zatrzymać się, zamyślić, choć na kilka chwil. Fado ze swoim zadumaniem, eterycznym, romantycznym zawieszeniem, świetnie działa jako antidotum na nasze codzienne zagonienie.

Czy uważasz, że popularność tego gatunku wiąże się z olbrzymim zainteresowaniem world i etno music?
Raczej nie, bo fado to muzyka miasta, dźwięki dochodzące z barów, kawiarni, lepszych i gorszych dzielnic.

Mówi się, że potrzebny jest smutek, ból i łzy, aby było fado.
Są tacy, którzy twierdzą, że to nie tylko gatunek, ale styl życia. Ale ono nie musi być smutne. Fado to głębia, bo dotyka najczulszych strun ludzkich uczuć, a nad takimi rzeczami nie da się przejść szybko, w biegu, one wymagają skupienia, refleksji.

W Warszawie usłyszymy twój specjalny program oparty na muzyce Fryderyka Chopina – Our Chopin Affair.
To nie będzie muzyka Chopina, ale muzyka skomponowana przez mojego argentyńskiego współpracownika, pianistę Daniela Shvetza na kanwie tematów z utworów waszego wielkiego kompozytora, inspirowana klimatem jego dzieł. Wyczuwam ten sam feeling w jego muzyce, w kilku kompozycjach, który jest właśnie w fado. Choćby w pieśni zatytułowanej Dumka. To mogłaby być oryginalna kompozycja w portugalskim klimacie (śmiech). Czuję też w jego nutach samotność, może tęsknotę za ojczyzną.

Czyli Chopin à la fado?
Absolutnie nie, bo my nie będziemy grać „czystego” fado. Nie ma go bez gitary portugalskiej, a w zespole, z którym zaśpiewam Chopina jej nie będzie – jedynie fortepian (Daniel Shvetz), gitara elektryczna (Claudio Romano), skrzypce (Luis Cunha) i audio art (Nives Widauer). Postaramy się stworzyć piękne, nastrojowe połączenie: to, co z muzyki Chopina można przełożyć na język fado bez utraty patosu i emocjonalnej afektacji.

Gdy rozmawiam na temat twojego projektu chopinowskiego, często w rozmowach pada pytanie: Jak ona to zaśpiewa po polsku?
Jeśli słuchałeś moich płyt to wiesz, że nie boję się śpiewać w innych językach. Japoński, turecki, angielski, francuski, hiszpański, portugalski. Dlaczego więc nie polski? Jest trudny, ale ja nie będę się uczyć gramatyki, tylko zaśpiewam w tym języku. Niektóre z tematów będą uzupełnione wierszami portugalskimi i francuskimi.

Rozmawiał Piotr Iwicki
Zobacz także:
Wyszukaj

Ostatnie aktualności