Johannes Brahms (1833-1897)
I Symfonia c-moll op. 68
Pierwszą część tej Symfonii w układzie fortepianowym przedstawił Brahms przyjaciołom w czerwcu 1862 roku. Ale dopiero w roku 1876 dodał do niej wstęp i 3 dalsze części. 4 listopada F.O. Dessoff poprowadził Symfonię w Karlsruhe a rok później ukazała się ona drukiem u Simrocka w Berlinie.
W epoce triumfu dramatu muzycznego i poematu symfonicznego symfonia wydawała się przeżytkiem. Ci, którzy jak Raff czy Bruch wciąż ją w Niemczech uprawiali, kultywowali ideały mieszczańskiego romantyzmu. Brahms poszedł drogą przetartą przez Beethovena, co było wielce zobowiązujące. I stąd ta zwłoka. Już raz nie dokończył symfonii rozpoczętej w 1854 pod wrażeniem tragicznej choroby Schumanna – swego mistrza i przyjaciela. Jej fragmenty znalazły się w Koncercie fortepianowym d-moll i Niemieckim requiem. Tym jednak razem cel został osiągnięty aż nazbyt dobrze, skoro Hans von Bülow nazwał I Symfonię Brahmsa – „X Symfonią”.
∙ Wstęp (Un poco sostenuto) od pierwszych taktów ujawnia poważny styl i skalę zamierzenia. Klimat części I (Allegro) oscyluje pomiędzy niepokojem a pragnieniem ukojenia – tym wyraża się kontrast pomiędzy rozległymi grupami tematycznymi. Ostrym figurom triolowym i wielkim interwałowym skokom przeciwstawione są chorałowe intonacje.
∙ Część II (Andante sostenuto) posiada formę repryzową. Są tu cztery liryczne wątki, z których drugi (obój, w repryzie róg i skrzypce solo) odznacza się wyjątkowym pięknem.
∙ Część III (Un poco allegretto e grazioso) to osobliwe, pogodne scherzo. Z tradycji przejął Brahms rzecz najistotniejszą: zabawę z rytmem i metrum. Spokojny tok głównej melodii podszyty jest trójkowym ruchem, który nagle zyskuje przewagę w chorałowym trio, burząc miarę utrwaloną w umyśle słuchacza.
∙ Część IV – to finał, ku któremu zmierza cała symfonia. Po pochmurnym wstępie (Adagio) i chorałowo-hymnicznym epizodzie (Più Andante) przychodzi Allegro non troppo, ma con brio, oparte na dwóch wielkich grupach tematycznych. Pierwsza z nich i melodią i wariacyjnym opracowaniem nawiązuje do finału IX Symfonii Beethovena. W niczym to nie szkodzi tej najbardziej romantycznej z symfonii Brahmsa.
Maciej Negrey