Szostakowicz Dymitr - VIII Kwartet smyczkowy c-moll op. 110

Dymitr Szostakowicz (1906-1975)
VIII Kwartet smyczkowy c-moll op. 110

Trzeba było zaledwie trzech lipcowych dni 1960 roku, aby powstało jedno z największych arcydzieł muzyki kameralnej XX wieku. Oficjalnie dedykowane „pamięci ofiar wojny i faszyzmu”, napisane niejako na marginesie pracy nad muzyką do filmu Pięć dni, pięć nocy w Gorisch pod Dreznem, jest utworem w najwyższym stopniu osobistym. Można by – zwierzył się twórca Isaakowi Glikmanowi – na okładce tak napisać: Poświęcone pamięci autora tego kwartetu”.
Trudno się więc dziwić, że VIII Kwartet jest zarazem wielką „księgą autocytatów”. W pięciu częściach trwającego niespełna 20 minut dzieła pojawiają się tematy i reminiscencje z I i V Symfonii, z Tria fortepianowego op. 67, Koncertu wiolonczelowego i opery Lady Macbeth mceńskiego powiatu. Motywem, który spaja wszystkie, grane bez przerw ogniwa Kwartetu, jest sekwencja czterech dźwieków: d-es-c-h, będąca muzycznym monogramem Szostakowicza.
∙ Motyw ten stanowi fundament części I (Largo), upływającej w głęboko elegijnym nastroju. Jego kształt, w pewnym sensie analogiczny do Bachowskiej czy Mozartowskiej dewizy, prowokuje do użycia techniki polifonicznej, która tu jednak przybiera formę swobodnego snucia w ramach przejrzystej, niemal solowej faktury.
∙ Ostry kontrast przynosi Allegro molto, o obsesyjnej wręcz motoryce przebiegu. Przewodni motyw, użyty w dyminucji jako ostinato i w augmentacji jako formuła melodyczna, stopniowo ogarnia wszystkie partie. Dwukrotnie powtórzony cytat z Tria op. 67 wnosi tu elementy orientalnego kolorytu.
∙ Część III (Allegretto) jako jedyna przynosi nieco odprężenia, jest bowiem groteską, wyzyskującą rytm szybkiego walca.
∙ Część IV (Largo) to liryczna kulminacja dzieła, niezwykle przejmująca. Szczególne piętno nadaje jej cytat pieśni Zamęczony w ciężkiej niewoli, którą kompozytor – jak wszystko w tym Kwartecie – odniósł do siebie samego.
∙ Część V (Largo) ma raczej charakter postludium niż finału. Motyw przewodni zostaje tu wreszcie przeprowadzony w polifonicznej fakturze, nie wyzwala to jednak śladu energii. Przeciwnie – do samego końca muzyka przebiega w atmosferze bezgranicznej, choć cichej tragedii.

Maciej Negrey

Wyszukaj

Ostatnie aktualności