Aktualności
Beethoven, Chopin, Schumann i fenomen fortepianu
czwartek, 18 marca 2010
Dzieje muzyki fortepianowej, jakie rozegrały się na przestrzeni ponad dwustu lat – między Preludiami i fugami Bacha a Wizjami ulotnymi Prokofiewa – mienią się od barw i odcieni, z których żadnego nie sposób pominąć. Nie ma więc tej historii bez koncertów Mozarta i Moments musicaux Schuberta, bez Karnawału Schumanna i Capricciów Brahmsa, bez Consolations Liszta i Preludiów Debussy’ego...
Ale każdy pianista nam powie, że fortepian nie zaistniałby przede wszystkim bez 32 fortepianowych Sonat Ludwiga van Beethovena i bez 24 Etiud Fryderyka Chopina. Wokół tych dwu gigantów muzyki fortepianowej rozgrywać się też będzie 14 Festiwal Wielkanocny.
Muzyka fortepianowa Beethovena, w swych partiach lirycznych, jakby już zapowiadała pojawienie się muzyki Chopina. Sam Chopin muzykę Beethovena zarazem podziwiał i się nią zadziwiał. Grywał „Księżycową” i „Appassionatę”, uczniom zlecał koncerty i wariacje, nie omijał żadnej okazji, by posłuchać raz jeszcze Dziewiątą Symfonię. Festiwal Beethovenowski roku 2010 – czyli roku dwusetnej rocznicy urodzin Fryderyka Chopina – w sposób niepowtarzalny splecie muzykę tych dwu, którzy „obudzili fortepian do życia”.
Los tak chciał, iż Rok Chopina stał się również Rokiem Schumanna. Genialny twórca pieśni romantycznej był Chopina rówieśnikiem, zaledwie o trzy miesiące od niego młodszym. Wprawdzie autor Koncertu fortepianowego f-moll już głosem Maurycego Mochnackiego został ogłoszony w Warszawie gwiazdą pierwszej wielkości, jednak dopiero głos Roberta Schumanna – jego słynne „Panowie, kapelusze z głowy, oto geniusz” – rozległo się po całej Europie.
A później, przez lat kilkanaście, autor Karnawału pilnie i sprawiedliwie recenzował po kolei ukazujące się w druku utwory Chopina, ballady i nokturny, etiudy i scherza, polonezy i mazurki. Recenzował aż do chwili, gdy zaskakująca „dziwność” finału Sonaty b-moll przekroczyła jego wyobrażenie o pięknie, wyrywając z ust okrzyk, chętnie później cytowany: „lecz muzyką to już nie jest!” Był szczery, a muzyka Chopina sięgnęła tu istotnie granic tego, co „muzyczne”. Zresztą potwierdził w ten sposób swój już wcześniej wyrażony sąd o autorze Etiud op. 10 i 25: „Jest on, i pozostanie „najśmielszym duchem poetyckim naszej doby”. Co ciekawe, Schumann był przekonany, że Chopin „ducha śmiałości przejął z rąk Beethovena”.
Wprawdzie wyniósł go Chopin, owego ducha, przede wszystkim z ojczyzny, wraz z pokoleniem, dla którego wolność była największą wartością. Ale w twierdzeniu Schumanna pojawiła się także jakaś prawda.
A przy tym, zdanie Schumanna, że „z rąk Beethovena otrzymał Chopin ducha śmiałości” brzmi pięknie. I daje do myślenia.
Prof. Mieczysław Tomaszewski, Beethoven Magazine
Ale każdy pianista nam powie, że fortepian nie zaistniałby przede wszystkim bez 32 fortepianowych Sonat Ludwiga van Beethovena i bez 24 Etiud Fryderyka Chopina. Wokół tych dwu gigantów muzyki fortepianowej rozgrywać się też będzie 14 Festiwal Wielkanocny.
Muzyka fortepianowa Beethovena, w swych partiach lirycznych, jakby już zapowiadała pojawienie się muzyki Chopina. Sam Chopin muzykę Beethovena zarazem podziwiał i się nią zadziwiał. Grywał „Księżycową” i „Appassionatę”, uczniom zlecał koncerty i wariacje, nie omijał żadnej okazji, by posłuchać raz jeszcze Dziewiątą Symfonię. Festiwal Beethovenowski roku 2010 – czyli roku dwusetnej rocznicy urodzin Fryderyka Chopina – w sposób niepowtarzalny splecie muzykę tych dwu, którzy „obudzili fortepian do życia”.
Los tak chciał, iż Rok Chopina stał się również Rokiem Schumanna. Genialny twórca pieśni romantycznej był Chopina rówieśnikiem, zaledwie o trzy miesiące od niego młodszym. Wprawdzie autor Koncertu fortepianowego f-moll już głosem Maurycego Mochnackiego został ogłoszony w Warszawie gwiazdą pierwszej wielkości, jednak dopiero głos Roberta Schumanna – jego słynne „Panowie, kapelusze z głowy, oto geniusz” – rozległo się po całej Europie.
A później, przez lat kilkanaście, autor Karnawału pilnie i sprawiedliwie recenzował po kolei ukazujące się w druku utwory Chopina, ballady i nokturny, etiudy i scherza, polonezy i mazurki. Recenzował aż do chwili, gdy zaskakująca „dziwność” finału Sonaty b-moll przekroczyła jego wyobrażenie o pięknie, wyrywając z ust okrzyk, chętnie później cytowany: „lecz muzyką to już nie jest!” Był szczery, a muzyka Chopina sięgnęła tu istotnie granic tego, co „muzyczne”. Zresztą potwierdził w ten sposób swój już wcześniej wyrażony sąd o autorze Etiud op. 10 i 25: „Jest on, i pozostanie „najśmielszym duchem poetyckim naszej doby”. Co ciekawe, Schumann był przekonany, że Chopin „ducha śmiałości przejął z rąk Beethovena”.
Wprawdzie wyniósł go Chopin, owego ducha, przede wszystkim z ojczyzny, wraz z pokoleniem, dla którego wolność była największą wartością. Ale w twierdzeniu Schumanna pojawiła się także jakaś prawda.
A przy tym, zdanie Schumanna, że „z rąk Beethovena otrzymał Chopin ducha śmiałości” brzmi pięknie. I daje do myślenia.
Prof. Mieczysław Tomaszewski, Beethoven Magazine
Zobacz także: