W atmosferze powszechnego święta, jaka towarzyszy obchodom Roku Fryderyka Chopina, w natłoku wydarzeń, podczas których nazwisko wielkiego polskiego kompozytora pada tysiące razy, coraz mocniej ciśnie mi się na usta pytanie: no dobrze, ale co dalej? Z historii naszego kraju – choćby tej najnowszej – wynika bezlitośnie, jak łatwo przychodzi nam zaprzepaścić dobrą wolę, zatracić entuzjazm i utopić w mrokach zapomnienia to, co jeszcze przed chwilą było najważniejsze. Co zatem zrobić, by wykreowana teraz z takim zaangażowaniem narodowa marka – Fryderyk Chopin jako symbol Polski – utrzymała swoją rangę po roku 2010? Chłodna logika każe na to pytanie odpowiedzieć podręcznikowo: liczą się produkt i wizerunek. Stwierdzenie być może banalne, ale wciąż trudne do pojęcia dla tych niewielu, od których zależy tak wiele. A przecież są zadania, które nie mogą czekać: wiodąca rola Konkursu Chopinowskiego wśród podobnych światowych wydarzeń; pokazanie światu – Polakom także! – Warszawy jako miasta Chopina, podniesienie muzeum kompozytora do roli ważnego europejskiego ośrodka muzealnego... Świetnym produktem edukacyjnym i turystycznym może być przecież zarówno dom w Żelazowej Woli, jak i unikalna kolekcja prac Jerzego Dudy Gracza, świadcząca o ciągłym wpływie twórczości Chopina na polską sztukę współczesną. Wszystko wymaga jednak konsekwencji i stabilności, również budżetowej. Najważniejsze w nadchodzących latach będą przemyślane decyzje i skoordynowane działania – na poziomie skierowanych do młodzieży akcji edukacyjnych w kraju, ale i przy organizacji zagranicznych imprez promujących Polskę. Bądźmy dumni z Chopina – i nie rozmieńmy go na drobne*.
Andrzej Giza dyrektor Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena
* W latach 80. XX wieku banknot 5.000 zł z wizerunkiem Fryderyka Chopina był przez długi czas najwyższym nominałem pozostającym w obiegu w komunistycznej Polsce. Dziś jego wartość, zgodnie z denominacją przeprowadzoną w 1995 roku, wynosiłaby 0,50 zł.
Beethoven Magazine nr 9