Arnold Schönberg - Ocalały z Warszawy op. 46

Ocalały z Warszawy op. 46 na głos mówiony, chór męski i orkiestrę (1947)
Arnold Schönberg był nie tylko jednym z największych eksperymentatorów w zakresie tworzenia nowatorskich struktur dźwiękowych; jego wkład w rozsadzanie tradycyjnie pojmowanych środków techniki wokalnej i co za tym idzie eksplorację nowych, dramatycznych możliwości głosu ludzkiego jest również niebagatelny. Szeroka postwagnerowska emfaza i melodyczne piękno znane choćby z wczesnej, kameralnej Verklärte Nacht czy symfonicznego Peleasa i Melizandy, szybko ustąpiły miejsca nowym, niepokojącym ekspresjonistycznym środkom wyrazu z gwałtownymi skokami rejestrów, postrzępioną linią melodyczną, nieregularną rytmiką świadomie zacierającą istnienie kreski taktowej i nagłymi zmianami dynamiki. Księżycowy Pierrot z roku 1912 zaprezentował kolejną metamorfozę. By uzyskać maksymalną bezpośredniość ekspresji głos tu już nie śpiewa, ale mówi (efekt zastosowany też eksperymentalnie w końcówce neowagnerowskich Gurrelieder). Wysokość intonowanych dźwięków jest jednak precyzyjnie określona, a koncepcja Sprechstimme logiczna, choć jak pokazała późniejsza praktyka wykonawcza wokalnie niejednoznaczna. Późne utwory Schönberga idą w tym zakresie jeszcze dalej. Kompozytor często rezygnuje w nich ze śpiewu na rzecz ekspresyjnej recytacji tekstu, dającej możliwość bezpośredniego, wręcz naturalistycznego dotarcia do słowa.
Ocalały Warszawy (1947) jest skrzyżowaniem kantaty i dramatycznego monodramu. Partia mówiona zapisana jest w bardzo precyzyjnym rytmie, ale wysokość dźwięków – w przeciwieństwie do Księżycowego Pierrota – nie jest określona. Na pojedynczej linii kompozytor notuje jedynie wskazówki, co do wznoszenia się lub opadania intonacji głosu. Tekst jest wstrząsającą, niemal reporterską relacją mężczyzny z warszawskiego getta, odizolowanego od najbliższych i biorącego udział w zbiorowej egzekucji. Kulminację stanowią brutalne okrzyki oprawców „Abzählen”, po których rozpoczyna się przejmująca scena odliczania. Ponad apokaliptycznym obrazem wznosi się śpiew chóru męskiego, intonującego hymn na cześć Adonai.
Utwór jest ujęty w ramy ściśle dodekafonicznej konstrukcji. Już na początku zaprezentowana jest dwunastodźwiękowa seria i jej inwersja w interwale kwinty, która potem przechodzi wszelkie możliwe modyfikacje i transpozycje. Na symboliczną wymowę zastosowanych tu środków technicznych zwraca uwagę Luigi Rognoni zauważając, iż „w tej przestrzeni dźwiękowej, w skończoności – nieskończoności totalnej chromatyki rodzi się spontanicznie modlitwa Szema Izrael, czerpiąc swą formę z samego materiału muzycznego, jakby z chaosu, z przepaści, w którą stacza się ludzkość, by na nowo odkryć światło i nadzieję w Bogu”.
Marcin Gmys

Arnold Schöenberg
Ocalały z Warszawy op. 46

Narrator:
Wszystkiego nie pamiętam! Przez dłuższy czas byłem chyba nieprzytomny.
Przypominam sobie tylko tę podniosłą chwilę, kiedy oni wszyscy, jakby się umówili, zaczęli śpiewać starą modlitwę, zaniedbaną od tylu lat – zapomniane wyznanie wiary!
Ale jak się dostałem do kanałów Warszawy i jak żyłem tam tak długo – to dla mnie niepojęte.

Dzień rozpoczął się jak zwykle. Pobudka jeszcze przed świtem: ”Wychodzić”
Wszystko jedno, czy spałeś, czy troski dręczyły cię przez całą noc. Oderwany od
dzieci, żony, rodziców, nie wiesz co się z nimi stało... Jak tu spać?

Znów głos trąbki: „Wychodzić! Sierżant się wścieknie!” I wychodzą. Niektórzy bardzo powoli – to starcy i chorzy, inni z nerwowym pośpiechem. Ze strachu przed sierżantem biegną co sił. Daremnie! Za dużo hałasu i zamieszania! A tempo za małe!

Feldfebel wrzeszczy: ”Uwaga! Baczność! Będzie spokój, czy mam komuś pomóc kolbą? Dobrze! Jak sobie chcecie!”
Sierżant i jego podkomendni biją wszystkich: młodych i starych, chorych i zdrowych, winnych i niewinnych... Ich jęki i krzyki – co za udręka!
Słyszałem je, mimo że otrzymałem cios tak mocny, iż wbrew mej woli zwaliłem się na ziemię. Tych, którzy się przewrócili i nie mogli wstać bito po głowach...
Straciłem przytomność. Następna rzecz jaką usłyszałem to słowa żołnierza: „Wszyscy są martwi” i rozkaz sierżanta „Uprzątnąć”.
Leżałem więc na uboczu półprzytomny. Zapadła śmiertelna cisza, pełna strachu i bólu. Wtem krzyk sierżanta: "„Odlicz!”
Zaczęli pomału i nierówno: „raz, dwa, trzy, cztery...” „Baczność”, krzyknął sierżant, „Szybciej! Jeszcze raz od początku! Za minutę chcę wiedzieć ilu dostarczę do komory gazowej! Odlicz!”
Rozpoczęli od nowa, zwolna: „raz, dwa, trzy, cztery”, potem coraz szybciej, aż w końcu brzmiało to jak tętent dzikich koni. I nagle, wciąż odliczając, zaczęli śpiewać „Szema Isroel”:

Chór:
Shema Yisroel Adonoy elohenoo Adonoy ehod Veohavto es Adonoy eloheho
behol levoveho oovehol nafsheho oovehol meodeho Vehoyoo haddevoreem
hoelleh asher onohee metsavveho hayyom al levoveho Veshinnantom levoneho
vedibbarto bom beshivteho beveteho oovelehteho baddereh ooveshohbeho
oovekoomeho.
Deuteronomium 6, 4-7

 

Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jeden jest.
Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego
i ze wszystkiej duszy twojej, i ze wszystkiej siły twojej I będą te słowa, które ja dziś przekazuję tobie, w sercu twoim.
I będziesz je powiadał synom twoim,
i będziesz w nich rozmyślał siedząc w domu twoim
i idąc w drodze, śpiąc i wstając.
Księga Powtórzonego Prawa 6, 4-7
przekład ks. Jakuba Wujka


Przekład: Grażyna Zakrzewska


 

Wyszukaj

Festiwal Krzysztofa Pendereckiego
Galeria plakatów