Ludwig van Beethoven (1770-1827)
Sonata fortepianowa d-moll op. 31 nr 2
Gwałtownie i z rozmachem otworzyła nową fazę twórczości Beethovena, tę, którą Romain Rolland nazwie fazą heroiczną. Sonata powstawała w roku 1802, więc w chwili, gdy kompozytor właśnie dojrzewał do spisania testamentu nazwanego heiligenstadzkim. Minął punkt krytyczny, twórczość nabrała wiatru w żagle. Niebawem pojawi się Eroika.
Swoimi nieprawidłowościami wobec obowiązujących konwencji zadziwiła uczonych w piśmie, zachwycając słuchaczy. Ich opinię streścił uczeń Liszta, Wilhelm von Lenz, znajdując w tej „nie porównywalnej do niczego dramatycznej fantazji – nieokiełznany żywioł”. Istotnie, w stopniu wyższym, niż gdziekolwiek dotąd doszły w Sonacie d-moll do głosu przejawy wyobraźni romantycznej. Miejsce harmonijnego piękna klasycznego zajęło piękno wzniosłe, pełne tajemniczych niedomówień, momentami aż „mroczne i groźne”. „Duch Południa” został zdominowany tu przez „ducha Północy”. A w dodatku: utworowi zaczęły towarzyszyć słowa samego Beethovena, niejasne, a dające do myślenia, puszczone w obieg przez Antona Schindlera. Na pytanie o klucz do tej muzyki, miał mu kompozytor podobno odpowiedzieć: „Proszę przeczytać Burzę Szekspira!” I podstawnie czy bezpodstawnie zaczęto Sonatę d-moll obdarzać tym pożyczonym od Szekspira tytułem.
∙ Largo. Allegro, d-moll. W aurze tajemniczej i wyczekującej rodzi się temat, by objawić się w geście nagłym, nie znoszącym sprzeciwu. Wszystko w tym allegrze dzieje się inaczej, ale pęd i rozmach muzyki nie pozwala słuchaczowi oprzytomnieć. Porywa go i unosi nawet ponad owe momenty dziwne i niespodziewane, w których kompozytor zdaje się nam coś wyznawać semplice i con espressione.
∙ Adagio, B-dur. Narracja melodyczna toczy się tak powoli, że ma się wrażenie, iż stoi w miejscu. Pełna powagi, złożona bardziej z pauz i ciszy – niż z dźwięków, dziwna. Dwukrotnie na moment zakwita melodią naiwną i śpiewną. Niepokojące ostinato fortepianowych basów.
∙ Allegretto, d-moll. Wraca pęd i rozmach allegra, lecz uskrzydlony, ulatujący w przestrzeń melodią piękną nieludzko. Dialog obu rąk splatających się i rozplatających w tym perpetuum mobile, snujący się ponad zmiennością harmonii. Mogący trwać wiecznie.
Mieczysław Tomaszewski

