Fryderyk Chopin - Sonata g-moll op. 65

Sonata g-moll na fortepian i wiolonczelę op. 65 jest jednym z ostatnich utworów Chopina, zaliczanym jednocześnie do najbardziej niejednoznacznych w jego kompozytorskim dorobku. Wiele w niej idei nowych i profetycznych, ale sporo też subtelnych reminiscencji przeszłości – w tym drugim przypadku można wręcz mówić o swoistej grze z konwencją epoki, prowadzonej na najwyższym stopniu muzycznej samowiedzy. To dzieło, niegdyś tak odtrącane i lekceważone, obecnie na nowo budzi zainteresowanie komentatorów dorobku Chopina, a rozpatrywane w kontekście stylu późnego wielkiego kompozytora nabiera wagi szczególnej. Trzy wielkie utwory schyłku twórczości Chopina: Polonez-Fantazja, Barkarola i wspomniana Sonata, wraz z lapidarną, wręcz aforystyczną pieśnią Z gór gdzie dźwigali stanowią nie tyle rodzaj testamentu i rekapitulacji, ile dowód artystycznej otwartości twórcy na to, co nowe i niezgłębione. Oryginalność Sonaty op. 65 nie tkwi jednak w doborze poszczególnych środków techniki kompozytorskiej, bo przecież pod tym względem daleko jej choćby do nowatorstwa fortepianowej Sonaty b-moll czy niektórych Preludiów. Dzieło jest z pozoru zobiektywizowane i wręcz konserwatywne, a Chopin porusza się tu bezpiecznym szlakiem klasycznej formy, niczego w niej nie burząc jak wcześniej Beethoven, a później Liszt. Głębsze wejście w tę muzykę odsłania wszakże ze wszech miar oryginalną poetykę dzieła i odmienny rodzaj gestów muzycznych, inny tok muzycznej narracji, typ frazy i ekspresji. Stosunkowo niedawno odkryty przez Marię Piotrowską semantyczny zakres tego dzieła, wiązany m.in. z Przedświtem Zygmunta Krasińskiego, prowadzi nas do późnoromantycznych utworów Brahmsa i Francka dowodząc, iż kompozytor, gdyby przyszłoby mu żyć dłużej, z równą swobodą mógłby się wypowiadać zarówno w lisztowskim idiomie „nowoniemieckim”, jak i w języku Hanslickowskiej „czystej formy”.
• Tym, co wydaje się najciekawsze w części pierwszej (Allegro), z pełnym melancholii gestem przywołującym przeszłość (fortepianowe pasaże brillante) jest szczególna symbioza obu instrumentów, przy jednoczesnym strukturalnym różnicowaniu, gdyż kadencje zamykające ich myśli muzyczne nie przypadają jednocześnie. Powstaje w ten sposób jednolita, nieprzerwana struktura, rodzaj continuum, nazwane kiedyś nawet mianem chopinowskiej undendliche Melodie. W tym formalnie rozbudowanym trzytematycznym allegro, wzorem wcześniejszych Sonat op. 35 i 58 Chopin w repryzie pomija temat pierwszy. Akordowa faktura fortepianu z częstymi pochodami równoległych sekst nadaje tej część wyraz „stężonej melancholii”, który niebawem tak wspaniale zostanie rozwinięty i pogłębiony przez młodego Brahmsa.
• Scherzo jest niespokojnym tańcem, twórczo odkształcającym i „absolutyzującym” idiom mazurka; jego część środkowa to quasi-walc, z upajającą słodyczą kantyleną wiolonczeli stanowiącą przedziwną zapowiedź idiomu Czajkowskiego.
• Lapidarne, bo zaledwie 27. taktowe Largo przywołuje sferę „prostoty naiwnej”, choć w niezwykłym, chromatycznym przesunięciu tonacji B-dur i As-dur Maria Piotrowska doszukuje się „głosu romantycznej ironii, rozbijającej iluzję”.
• Finał, rozegrany w rytmie tarantelli jest skrzyżowaniem idei ronda, z zastosowaną już w finale Sonaty h-moll formą gradacyjną, z końcowym efektem rozjaśnienia o tak silnie beethovenowskiej proweniencji.


Marcin Gmys

Wyszukaj

Ostatnie aktualności
 
Wielokulturowosc