Minęło lat trzynaście. Brahms ma już za sobą niemal wszystko to, co w życiu skomponował. Przed sobą pięć lat życia i pięć lat twórczości zwanej „ostatnią”: dwie sonaty klarnetowe, Cztery śpiewy poważne, jedenaście przygrywek organowych i dwadzieścia fortepianowych miniatur. Nie ma pianisty, który by ich nie znał, który by się nimi nie zachwycił, który by się nad nimi nie zadumał.
Rokiem granicznym okazał się rok 1892. U jego progu nagle umarła „jasnowłosa” – Elisabeth von Herzogenberg; w ciągu lata – Brahmsa siostra, również Elżbieta. Zjechał do Bad Ischl koło Salzburga i zaczął komponować ową niezapomnianą serię fortepianowych miniatur: fantazji, capricciów i intermezz, romansów, rapsodii i ballad, z których po ukończeniu zestawił cztery opusy: 116, 117, 118 i 119.
Na opus 116 złożyły się trzy capriccia i cztery intermezza. Nie były podobne do utworów, które wcześniej powierzał fortepianowi. Przestały być rozmową ze słuchaczami, stały się serią monologów. Więcej: soliloquiów, rozmów z samym sobą. Capriccia – gwałtowne i wybuchowe – stawiały pytania, na które brakło odpowiedzi. Intermezza wnosiły w cykl uciszenie. Według pierwotnego zamiaru już na czwartej miniaturze, na Intermezzu E-dur, cykl miał się kończyć.
• Capriccio d-moll op. 116 nr 1. Naładowane energią działającą niemal bezładnie. Poprzez nieustającą synkopację muzycznej narracji sprawia wrażenie uporczywego a daremnego zmagania z niewidzialnym.
• Intermezzo a-moll op. 116 nr 2. Moment wyciszenia, oddania się refleksji – śpiewnej, lirycznej. Część środkową wypełnia arabeska melodii szukającej wyjścia. Niezwyczajnie piękny, „krucho-roślinny”, powrót do punktu wyjścia i melancholią naznaczone wygasanie narracji.
• Capriccio g-moll op. 116 nr 3. Powrót gwałtowności: brzmień
pędzących w tempie allegro passionato, wzmacnianych unisonami obu rąk. Trio, w Es-dur, wypełnione pochodami akordów raz śpiewnych, raz gniewnych.
• Intermezzo E-dur op. 116 nr 4. Esencja osobistego liryzmu.
Skupieniu towarzyszy zamyślenie. Muzyka błądzi po klawiaturze, zatrzymuje się i idzie dalej, poddana jedynie intuicji, impulsom i wspomnieniom.
Brahms rozmawia dźwiękami z sobą samym.
Mieczysław Tomaszewski

