Następnie wysłuchano poruszającej wersji I Koncertu na fortepian i orkiestrę e-moll op. 11 Fryderyka Chopina, w którym partię solową wykonał nadzwyczajny polski pianista - Marian Sobula. Jednym z najbardziej wyróżniających się aspektów tego wykonania była całkowita jedność perspektyw solisty i dyrygenta. W absolutnej symbiozie obydwaj muzycy stawili czoła atakom, oddechom i modulacjom dynamicznym.
Miało to niebagatelne znaczenie, gdyż utwór, poza accelerando i ritardando, wymaga precyzyjnie wykonanych ciągłych zmian tempa: od przesiąkniętego romantyzmem wprowadzenia w części pierwszej, aż do wejścia solisty, który dzięki swojej nadzwyczajnej technice z całkowitą swobodą ekspresji, na co wskazywała wyrazistość fraz i intencji, kształtował dialogi z orkiestrą. (…)
Wobec oznak uwielbienia publiczności, która nie ograniczyła się jedynie do aplauzu, pianista – na bis – w doskonały sposób zinterpretował Etiudę C-dur, Preludium d-moll oraz Mazurka gis-moll Fryderyka Chopina.
Marian Sobula to solista, którego chcielibyśmy usłyszeć w następnym sezonie (...)
Gilberto Ponce (CCA), „La Musica Emol” [online], 14 lipca 2008, dostępny na: http://www.lamusica.emol.com/detalle/index.asp?idnoticia=313014
Od masywnych akordów z III Sonaty Szymanowskiego po delikatne, dźwięczące jak strużki deszczu arpeggia w „Gaspard de la nuit” Ravela; od subtelnej elegancji Scherza Chopina po diabelskie rytmy w lisztowskim „Mephisto Walz” - tak polski wirtuoz fortepianu Marian Sobula przedstawił swój niewiarygodnie szeroki wachlarz artystycznych źródeł i wyrafinowanych smaków. (...)
Marian Sobula jest bardzo ekspresywnym wykonawcą, znacznie bardziej niż większość pianistów młodego pokolenia. Sens muzycznej ekspresji wynosi do jej szczytów. Jego forte jest naprawdę głośne i silne, a piano bardzo łagodne i tak delikatne jak tylko się da. Jednak ważniejsze jest chyba jego bliskie perfekcji wyczucie tempa.
Jean-Claude Elias, "The Jordan Times", 27 listopada 2007
Od romantyczności Chopina, do impresjonizmu Szymanowskiego, płomienny polot, którego niesłabnący żar wysyła obecnym atmosferę uroczystego święta - drogą tak sugestywnego występu Sobula manifestuje swoją niepowtarzalną muzyczną osobowość.
Mayy Mansa, "An Nahar, Bejrut", listopad 2007
Słuchając po raz kolejny tych dzieł o niepokojącym i dręczącym hedonizmie, rozumiemy lepiej co chciał wyrazić przyjaciel Szymanowskiego, Artur Rubinstein twierdząc, że „wartość artystyczna muzyki Karola jest absolutnie fenomenalna”. Marian Sobula wydaje się być artystą wskazanym przez naturę, by służyć temu szczególnemu geniuszowi, czarującemu i trudnemu jednocześnie. Młody pianista posiadający imponującą technikę, o której, jak to bywa u wyjątkowych instrumentalistów, zapomina się podczas gry, poprowadził nas z ponadzmysłową siłą i cudowną finezją poprzez gąszcz tego dzieła, jakże trudnego i złożonego, którego bogactwo natury eksplorował i ukazywał, wskazując jednocześnie jego muzykalność. (…) Marian Sobula wydaje się być u progu wspaniałej przyszłości, i miejmy nadzieję uznania, które przekroczy granice Polski.
Denis Evesque, 21 maja 2007, Paryż
Wirtuozowską partię solisty w I Koncercie e-moll op. 11 F. Chopina wykonał bardzo pewnie Marian Sobula. Publiczność była oczarowana jego bajecznie lśniącymi pasażami w częściach skrajnych, delikatnym dźwiękiem w części środkowej Larghetto. Marian Sobula odkrył prawdziwą poezję w dialogach z akompaniującym mu fagotem z orkiestry.
Mathias Nofze, "Bonner Rundschau", wrzesień 2005
Marian Sobula (...) grał trzy sonaty: J. Haydna Sonatę C-dur nr 60, L. van Beethovena Sonatę c-moll op. 111 i S. Rachmaninowa Sonatę b-moll op. 36. Jasny, uporządkowany, choć wcale nieprosty formalnie klasycyzm, jedno z najtrudniejszych, wieloznacznych wręcz metafizycznych dzieł Beethovena i wirtuozowski, o specyficznej, zagęszczonej emocji utwór późnego romantyka znalazły w młodym pianiście bardzo dobrego interpretatora. Marian Sobula okazał się artystą dojrzałym, logicznym, o głębokim wnętrzu, dysponującym zarówno perlistą techniką, jak i wirtuozowską pasją. Jego recital napełnił słuchaczy radością, która rodzi się w kontakcie z prawdziwą sztuką.
Anna Woźniakowska, "Dziennik Polski", 18 października 2004

